„Co minutę rodzi się jakiś copywriter” – wymyśliłem sobie, że zacznę parafrazą popularnego hasła Phineasa Barnuma. A dlaczego? Gdy odpowiednio długo będziesz się przyglądać facebookowym grupom, na których można trafić na zlecenie dla copywritera, to też dojdziesz do takiego samego wniosku. Bo pytanie o to, jak zostać copywriterem, pojawia się kilka razy w tygodniu. W dodatku kilka razy w tygodniu pojawia się na nie odpowiedź. A tutaj możesz przeczytać, co na temat copywritingu i copywriterów sądzę ja – gość zarabiający na pisaniu od około 20 lat.

Czy literat będzie dobrym copywriterem?

Czy literat będzie dobrym copywriterem?

Jeżeli widziałeś tytuł tego wpisu, to już wiesz, że poświęcam go wątpiącym i poszukującym. Wątpiącym w swój talent pisarski i poszukującym spełnienia oraz pieniędzy dzięki pisaniu. Bo jeżeli na samym początku snucia planów o przyszłości nie zadasz sobie pytań o to, czy copywriting to coś dla Ciebie, to może się okazać, że zmarnowałeś czas, energię i zdrowie. No dobra, startujemy.

Kto nie powinien zostać copywriterem?

Lubię przekorę? A może lubię, gdy mnie wyzywają? Nie. Ale lubię konkrety. Jeżeli Ty także, to być może poświęcisz chwilę na to, by przyjrzeć się swoim pobudkom. Bo widzisz, od razu zakładam, że nie każdy powinien być copywriterem.

Krótka dygresja prawdopodobnie pomoże Ci lepiej przyjąć argumenty albo chociaż je rozważyć. Gdy miałem sześć lat, to chciałem być księdzem. A potem karateką. Potem księdzem-karateką. A następnie, ale trochę później, studentem psychologii. Później psychologiem, filologiem polskim… Upodobania się zmieniały, bo ja się zmieniałem. Ale również dlatego, że nabywałem nową wiedzę na temat mojej przyszłej lub niedoszłej kariery. Dziś cieszę się, że plany wzięły w łeb, ale łatwo mi mówić – mogę na to spojrzeć z perspektywy wielu lat. To prawda. Z takiej samej perspektywy mogę przyjrzeć się temu, czy miało sens pchanie się w copywriting. Ja już wiem, Ty być może nie. Pomyślmy wspólnie nad tym.

Zmieniamy się, a wraz z nami nasze pragnienia. To, że dziś chcesz być copywriterem, nie oznacza, że jutro też tak będzie.

Nie powinien być copywriterem ktoś, kto uważa się za literata i chce się realizować pisarsko. I już wyjaśniam. Nawet jeżeli będziesz wybierać sobie zlecenia do napisania, nawet jeżeli będziesz pracować własnym tempem (obie te rzeczy są raczej rzadkością), to i tak nie rozwiniesz swojego warsztatu pisarskiego. A zamiast tego rozwiniesz kilka innych rzeczy, niekoniecznie dobrych.

Jeżeli zorganizujesz sobie pracę tak, że będziesz pisać tylko to, co sam wybierzesz, to rzeczywiście masz sporą szansę na uzyskanie satysfakcji z kreowania rzeczy twórczych. Nie wyobrażam sobie, że może do tego dojść na początku Twojej kariery copywriterskiej, ale niech tam. Jeżeli dodatkowo będziesz jedyną osobą, która narzuca Ci terminy, to rodzi się nadzieja, że nie nabędziesz negatywnych lub akordowych zwyczajów (akord to współbrzmienie trzech lub więcej dźwięków o różnej nazwie i wysokości, ale tu myślałem o systemie pracy: więcej zrobisz = więcej zarobisz).

Szanse na epicki rozwój kariery copywriterskiej są. Ale znikome.

Za to największe szanse są na to, że nie staniesz się literatem, nie rozwiniesz wyobraźni ani warsztatu pisarskiego. Nie zdobędziesz uznania, a w zamian nabawisz się frustracji. A czy copywriting może chociaż pomóc w dążeniu do kariery pisarza? Uważam, że nie. Zajmie Ci czas i w najlepszym wypadku będzie neutralny dla Twojego rozwoju. Ten wspomniany czas lepiej poświęcić na pisanie tego, co lubisz.

I jeszcze jedno wyjaśnienie. W tym wpisie będę celowo pomijać takie oczywistości jak choćby fakt, że reklamując się jako pisarz, dajesz od razu do zrozumienia potencjalnym klientom, że nie masz wiedzy i zacięcia marketingowego. Więc utrudniasz sobie. A jeśli ktoś skorzysta z Twoich talentów po to, abyś tworzyła czy tworzył długie teksty blogowe, to niestety nie czyni Cię to copywriterem. Wspominam o tym, że jesteś tylko jedną z dwóch stron (a tak naprawdę trzech stron) medalu zwanego „copywriting”. Pamiętaj o tym, a podobne dygresje nie pojawią się już w tym tekście.

Tak wygląda fragment tekstu po redakcji

Tak wygląda fragment tekstu po redakcji

Kto jeszcze nie powinien myśleć o copywritingu?

Ktoś, kto nie umie korzystać z najbardziej podstawowych narzędzi dla osób piszących. Myślę o procesorach tekstu (zwanych czasami edytorami tekstu):

  • MS Word,
  • LibreOffice,
  • OpenOffice,
  • Dokumenty Google i zapewne wiele innych.

Wśród licznych ich dobrodziejstw wspomnę tylko o jednym: one poprawią sporą część Twoich technicznych zero-jedynkowych błędów. Zwrócą uwagę na ortografię, zazwyczaj dobrze poprawią interpunkcję czy fleksję. Nie sprawią, że Twoja treść będzie bezbłędna (a już na pewno nie podniosą jej wartości merytorycznej), ale przestanie bić po oczach rażącymi błędami. A zachwycające i zdumiewające jest to, jak często ten aspekt jest lekceważony.

I zanim zaczniesz na mnie krzyczeć, że przecież nie każdy musi być misterem ortografii, a wielu znanych pisarzy były dysortografami, to przypomnij sobie, w czym rzecz. Nie startujesz w konkursie językowym, nie masz też korektora, który sprawdzi to, co piszesz. Za to masz klienta, a on ma swoich klientów. To oni ocenią Twoją pracę. Chciałbym wierzyć, że świetny tekst obroni się zawsze sam, ale nie ryzykowałbym sprawdzania tej hipotezy. Część osób zobaczy wyłącznie Twoje potknięcia, a resztę zignoruje. Więc dawaj swoje dzieła do sprawdzenia programom. A jeśli nie, to lepiej daj spokój.

Pamiętaj też o ludzkim ego!

Lubisz. Gdy Cię obrażają albo ośmieszają? Raczej nie. Twój klient też nie lubi. A co się stanie, gdy świeżo kupiony tekst przeczyta jego wspólnik, klient, kolega czy żona? Co powiedzą, gdy doszukają się błędów? I co pomyśli o Twojej pracy zleceniodawca?

Copywriter sezonowy? Raczej nie...

Copywriter sezonowy? Raczej nie…

Czy jeszcze ktoś powinien porzucić rozważania o byciu copywriterem?

Wśród wielu grup i grupek antykandydatów najważniejszą wydaje się ekipa copywriterów sezonowych. Nazywam tak autorów postów w stylu „czesc nudze się na wakacjach i pomyslalem ze zostane copywriterem. Powieccie mi jak zacząć?”. Czy jakoś tak. „Mam chwilę, więc będę pisał”. „Waham się między karierą akwizytora, uczestnika spotkań w Urzędzie Pracy albo copywritera, więc spróbuję tego ostatniego. A potem się zobaczy”.

Niestety niewiele zobaczysz. Albo zobaczysz coś, co niechętnie będziesz wspominać jako najlepsze chwile w charakterze pisarza. Brak sensu i brak motywacji to gwarancja rozgoryczenia. No jasne, że brak pracy i brak kasy to dobra motywacja, ale jeżeli wpadasz na chwilę, to nie wystarczy Ci energii na rozruch, na to, aby przetrwać pierwsze miesiące. Bo właśnie miesiące, wiele miesięcy może minąć, zanim zarobisz cokolwiek na pisaniu.

Będziesz wielkim copywriterem, bo ukończyłeś kurs?

Będziesz wielkim copywriterem, bo ukończyłeś kurs?

A kto powinien się 5 razy zastanowić, zanim podejmie decyzję o zostaniu copywriterem?

Najczęściej dostrzegam dwie grupy: osoby przed, w trakcie lub tuż po jakimś kursie copywriterskim, a ponadto osoby, które chcą poznać lepiej marketing internetowy.

Pierwsza społeczność jest bardzo specyficzna. To te osoby perfekcyjnie pokazują, jak w praktyce działa efekt Dunninga-Krugera. Nie, ja tego nie wymyśliłem, ale zaobserwowałem. Wielu innych także. Ale wracająco do kursów: każdy jest fajny. Ale w głowę zachodzę nad jedną rzeczą. Dlaczego kursy copywriterskie – w przeciwieństwie do wszystkich innych, które znam i o których słyszałem – trwają kilka czy kilkanaście godzin, ale za to mają być kompletnym, skończonym programem, który w pełni przygotowuje do teoretycznego i praktycznego bycia copywriterem? Przecież to niemożliwe!

Kursy dla copywriterów są dobre. Ale dopiero wtedy, gdy są dobre.

Jednak „niemożliwe” nie istnieje na kursie, bo jego uczestnik albo aspirant wierzy, że potrafi sięgnąć po zlecenie, napisać dobry tekst i pomóc swojemu klientowi. Doświadczenie wielu wspaniałych osób, z którymi współpracowałem na zasadzie podwykonawstwa, pokazało mi, że to nieprawda. Albo że prawda jest inna: kurs copywritingu jest tak samo przydatny i skuteczny jak jego brak.

No jasne, że nikt nie zrobi (a może się mylę?) kursu „twarzą w twarz” trwającego 100 godzin, bo niewiele osób zdoła za to zapłacić. W takim razie co z tymi kursami? Robić? Robić, ale tylko takie, które utrwalają lub rozszerzają już zdobytą wiedzę. W przeciwnym wypadku dowiesz się wszystkiego w 1 dobę. Z Internetu. Za darmo. I naprawdę na tym zyskasz.

A druga grupa, którą wspominam w tej części wpisu, zachwyciła się ideą marketingu internetowego i postanowiła zacząć od copywritingu. I właśnie do Was zwracam się teraz: nie róbcie tego. Nie tak, nie w takiej kolejności.

Bo co?

Bo marketing on-line to mnóstwo dróg i ścieżek, wiele z nich jest lepszych. W jakim sensie lepszych? Jeżeli zaczniesz się specjalizować w SEO, w analityce, w prowadzeniu profili w SM, w płatnej reklamie, to zarobisz szybciej i prawdopodobnie więcej. A na pewno łatwiej. Prawdopodobnie też łatwiej będzie Ci powtórzyć sukces, którym będzie satysfakcjonująca wypłata. Ale w żadnym wypadku nie pomiń i nie przeinaczaj ważnego wyrazu: specjalizować.

Jak widać, copywriting to baaardzo pojemne słowo

Jak widać, copywriting to baaardzo pojemne słowo

A czy jest ktoś, kto powinien 2 razy zastanowić się, zanim zajmie się copywritingiem?

Tak. Moim zdaniem to każdy, kogo nie wymieniłem (a kto teoretycznie spełnia wszystkie warunki). Ja też należałbym do osób, które powinny to przemyśleć. Ale już nie muszę tego robić.

Copywriting jest trudny. Wymagający. Ma się wrażenie, że niby jesteś częścią jakiejś grupy, ale ta grupa żywi się brakiem tolerancji, empatii, a często brakiem fundamentalnej wiedzy o tym, co teoretycznie robią. Więc po czasie odetniesz się od takich grup, uznając, że coś z Tobą nie tak. Copywriting to nie tylko pisanie (no chyba że zaczniesz pisać to, czego inni nie chcą i za stawki, których inni nie ruszą). To wszystko i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy sprawi, że poczujesz zniechęcenie, w końcu znużenie i monotonię. Potem dojdą: niewyspanie, deadline’y, brak kasy, opalenizna od monitora, odżywianie ciastkami, wydłużone kły… – no dobra, poniosło mnie. To pewne, że w którymś momencie będziesz mieć tego wszystkiego dość.

Albo nie i wszystko będzie pięknie. Jednak do rzadkości należy combo: work-life balance + satysfakcja + pieniądze, jeżeli jesteś początkującym copywriterem.

Będziesz Stephenem Kingiem wśród copywriterów? Super! Ale pozostali tak samo myśleli.

A jak długo jest się początkującym copywriterem? Nie ma chyba takiej definicji. Ale biorąc pod uwagę zakres rzeczy, które może i powinien tworzyć copywriter, a także ich stopień trudności uważam za początkującego copywritera kogoś, kto zajmuje się tym mniej niż 2 lata. Zauważ, że najwyżej stawiam umiejętności i doświadczenie, a nie staż. Przyjmuję, że przez 2 lata rozwoju jako copywriter opanujesz podstawy do tego stopnia, aby je rozumieć.

Po prostu trzeba czasu i różnych okoliczności, aby odważyć się pisać coś nowego, coś trudniejszego, potrzeba też czasu i odwagi, aby nauczyć się czegoś nowego. A do nauki jest sporo, więcej niż na kursie powiedzą, choć nie jakoś przesadnie dużo.

A czego tu się uczyć?!

Napiszę Ci o tym – no pewnie, że tak. A ponieważ to mój blog, to i lista będzie moja, subiektywna. Gotowa? Gotowy? To dobrze, bo będzie o tym w następnym wpisie. A na razie zostawiam Cię z przemyśleniami na temat Twojej kariery w marketingu internetowym.

Masz ochotę mi nabluzgać? W porządku, ale nie oczekuj, że odpowiem. A może masz jakieś pytania lub uwagi? O, brzmi lepiej. Dawaj, podziel się nimi.

Tworzę komercyjne treści od 1999 roku, a od 15 lat dodatkowo poszerzam swoją wiedzę o handlu w Internecie. Zawodowo zajmuję się też redakcją i korektą różnych tekstów. Umożliwiłem wydanie kilkunastu książek, stworzyłem setki tekstów, przeprowadziłem ponad 20 tysięcy rozmów sprzedażowych. I każdego dnia chętnie uczę się nowych rzeczy.

Nawiązujące artykuły

Brak nawiązujących artykułów